27 kwietnia 2009, 23:19:07
Motocykl...
...na sprzedaż...
Z jednej strony lubię swój styl ubierania czyli skórzaną kurtkę, bojówki i kaptur na głowie, z drugiej nie lubię być traktowany jak menel, złodziej czy narkoman. No i owszem - uważam, że człowieka po ubiorze i samym wyglądzie oceniać nie należy, chociaż przecież samemu mi się zdarza. Durny truizm - ludzi należy oceniać po ich zachowaniu - nie jest jednak dla wszystkich taki oczywisty. I muszę powiedzieć, że mi to ostatnio sprawia nawet perwersyjną satysfakcję.
W końcu ja ubieram się w swoją skórę, zakładam wytartą czapeczkę z daszkiem i zarzucam kaptur dlatego, bo lubie. Lubię dobrą rockową muzykę, lubię jeździć motocyklem i czuję się z tym wszystkim zajebiście.
Nie lubię za to, kiedy ktoś we łbie zapisze sobie kretyński stereotyp. Bezrobocie w naszym wspaniałym kraju stało się problemem marginalnym i każdy pracownik jest na wagę złota. Nieważne czy pracuje z klientami i zachowuje się jak skurwysyn jeżeli nie masz marynarki i pedalskiego sweterka.
Proponuję więc każdemu, aby powiedział kilka miłych słów ekspedientowi/ubezpieczycielowi czy pani na kasie i wyszedł. Mamy w końcu wolny rynek, a jeśli laluni nie chce się miło i kulturalnie załatwić naszej sprawy to może twoje pieniądze im śmierdzą.
GFY radzi - kształtuj wolny rynek.
Poza tym - kurwa mać co za pojebane czasy... Ludzie naprawdę umiłowali te pedalskie sweterki i w ogóle ubiór korporacyjnych klonów. Wyścig szczurów rozkręcony na maksa. Jak nie będziesz miał tureckiego sweterka i lakierków to masz mniejsze szanse na awans...
No muszę, po prostu kurna muszę oddać motocykl do mechanika na wymianę napędu. Wszystko już załatwione na przyszły tydzień (w ogóle przyszły tydzien zawalony w cholerę różnymi eventami). No, ale dzisiaj wziął i przeszedł sms. No niby rano wypad gdzieś na kilka godzin w parę sprzętów. Piękne obietnice dawałem Lepszej - jedyne co pojade to do mechanika. Łańcuch od początku sezonu naciągałem metodą magika - w jednym miejscu skurczysyn wisi w drugim się strasznie napina. No i dwa tygodnie temu wyszło mi, że koniec rzeźby - z tym się nic zrobić już nie da, wymieniam napęd. Tylko, że różne inne takie były w trakcie ważne rzeczy... No i kurna teraz... Jechać czy nie jechać... Jechać chyba... no bo jak inaczej..?
Nieważne czym jeździsz - jeżeli ścinasz zakręt nie widząc co jest za nim to jeździsz szybciej niż potrafisz. A skoro doprowadzasz do sytuacji, której ni chuja nie kontrolujesz to znaczy, że nie umiesz jeździć. W tej sytuacji zostają ci dwa rozwiązania - jeździć wolniej albo przestać jeździć.
To, że czasami zapierdalasz 150 km/h po mieście albo jeszcze szybciej poza nim wcale nie znaczy, że jesteś mistrzem kierownicy. Rozmieszczenia pedałów czy funkcji manetek uczą na pierwszej lekcji kursu. Wcisnąć gaz albo odwinąć motocyklem umie każdy debil. Nie każdy umie sobie z prędkością poradzić. A żaden nie poradzi sobie z konsekwencjami.
Dlatego kochani zanim postanowicie w debilny sposób skorzystać z przedłużenia waszego wacka pierdolnijcie się zdrowo w dekiel, bo razem z autem, motocyklem czy nawet skuterem wzięliście na siebie jakąś odpowiedzialność. Chociaż to nieszczególnie modne ostatnio słowo to warto jednak je sobie przyswoić...
W jeździe samochodem czy motocyklem najpiekniejsze są właśnie zakręty - jeżeli nie umiesz ich pokonywać bez spychania innych do rowu albo zapierdalania dwoma pasami naraz - to znaczy, że po prostu nie umiesz jeździć.
Co do jazdy po mieście - istnieje dobra, prosta zasada - skręcając powinieneś dojechać do krawędzi jezdni lub linii rozgraniczającej dwa pasy. Jeżeli swoim supertjuningowanym golfem 2/3 z wypasioną instalacją gazową, rozjebanym tłumikiem i przyciętymi sprężynami musisz wykonywać manewr furmana to znaczy, że kurwa nie umiesz jeździć. Jeżeli przy skręcie w lewo dopierdalasz do prawego krawężnika żeby zwiększyć sobie promień skrętu to jesteś przypadkiem tragicznym. W ten sposób jeździć mogą tiry i autobusy, ale w wypadku osobówek to świadczy tylko o braku umiejętności. Do tego jak już zapierdalasz i wykonujesz tego typu piękny manewr to siedząca obok kobieta nakrywa się nogami albo fruwa po aucie jak szmata w pralce. Zapytaj ją może czy to lubi...
I na koniec - zepchnięcie kogoś do rowu, wjebanie w latarnię czy zabicie w inny sposób nie udowodni, że masz na drodze rację czy pierwszeństwo. to, że ci ktoś zajechał drogę, przykimał na światłach, zapsuł mu się samochód na ruchliwej ulicy, spowodował zator na drodze - to nie znaczy, że najlepszym wyjściem jest wyjść i mu wpierdolić. Nawet jak z nieba leje się żar, a ciebie opierdolił szef. Trzymanie nerwów na wodzy w czasie jazdy to część tej niemodnej, nudnej odpowiedzialności. Nie umiesz sobie tego przyswoić - nie wsiadaj. Amen.
Temat mógłby brzmieć:
"Kuriozum na Onet.pl"
W dziale sportowym "kuriozum" zdarza się chyba kilkanaście razy dziennie, może to jedyne "trudne słowo" jakie znają autorzy newsów.
Początkowo myślałem, że to literówka...
Niestety nie.
Niech więc ktoś powie - kogo ten Kubica pokarze? Może tak analfabetów z Onet.pl?
Piątkowy wieczór. Siedzę sam i piję piwo. Coraz trudniej mi sie z kimkolwiek dogadać, coraz większą ochotę mam gdzieś nawiać. Siedzę i czuję, że trzeba _coś_ zrobić, _gdzies_ isc. Tylko kurwa nie wiem _gdzie_ i _co_. Sęk w tym, że czuję po skórą, że żadna z dostępnych opcji nie jest _tym_. Więc siedzę i czekam na swój czas.
Przynajmniej w dobrym towarzystwie.
A jebać...
Zły i zmęczony jestem. Nie ma czasu napisać więcej. Po prostu wypada pamiętać, że 29. stycznia 2007 o godzinie 23:55 byłem wkurwiony. Dobranoc.
gfy@chrome.pl is proudly powered by Jogger | Notki (RSS) | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.